Obojętność
Ostatnio spotykam ludzi, których nie widziałam masę czasu - kolegów z podwórka, ze szkoły. I co raz częściej słyszę pytanie - "Co tam u ciebie?" postawione raczej z grzeczności, nie z zainteresowania co dzieje się u naszego rozmówcy. Zawsze odpowiadam (jak zresztą większość ludzi), że "ok", "dobrze", "nie jest tak źle, ale mogłoby być lepiej". Odpowiedzieć, że "źle" nie wypada. A "obojętnie"? Czy wypada odpowiedzieć "obojętnie"? Bo właściwie źle nie jest - sytuacja życiowa opanowana, jest spokojnie, stabilnie, nic się nie sypie. Dobrze też nie - każdy dzień wygląda tak samo, wiemy co będziemy robić przez kolejne pięć dni, tydzień, miesiąc, nie ma czasu na nudę, mimo tego, że zaplanowaną masz całą najbliższą przyszłość, tak naprawdę nie masz najmniejszego pojęcia, co będzie później.
Nienawidzę obojętności.
Nienawidzę nic nie czuć.
Nienawidzę, gdy nic się nie dzieje, gdy mimo tego, że powinnam być zadowolona, szczęśliwa czuję, że bierność mnie zabija - pozbawia możliwości rozwoju, działania.
Chyba nikt nie toleruje obojętności na dłuższą metę. Jej się nie da tolerować.
Życie nie powinno być szare. Powinno być zdecydowane, żywe, kolorowe lub czarne. Albo białe. Nigdy szare.
Niech zacznie się coś dziać.
Nienawidzę obojętności.
Nienawidzę nic nie czuć.
Nienawidzę, gdy nic się nie dzieje, gdy mimo tego, że powinnam być zadowolona, szczęśliwa czuję, że bierność mnie zabija - pozbawia możliwości rozwoju, działania.
Chyba nikt nie toleruje obojętności na dłuższą metę. Jej się nie da tolerować.
Życie nie powinno być szare. Powinno być zdecydowane, żywe, kolorowe lub czarne. Albo białe. Nigdy szare.
Niech zacznie się coś dziać.
Komentarze
Prześlij komentarz