Co zrobić, żeby przestać się martwić
Zmieniam charakter tego bloga. Koniec narzekania. Czas na motywację. Bo życie jest tylko jedno - po co pogrążać się w beznadziejności, obojętności, jeżeli można cieszyć się tym, co mamy, sprawiać, że będzie się stawać coraz lepsze. Życie jest tu i teraz. Nie wczoraj, nie jutro.
W życiu zdarza się tak, że pojawia się ktoś, dosłownie na chwilę, zrobi bałagan, a później nie posprząta.
I wtedy czujemy się oszukani, skrzywdzeni, beznadziejni, słabi.
Nie widzimy wyjścia z sytuacji, pogrążamy się w smutku, żalu - dlaczego akurat ja, dlaczego on/ona to zrobił/a. Przecież był taki wspaniały, inteligentny. Na pewno nie chciał zadać nam bólu. Może coś ze mną jest nie tak? Może to ja nawaliłam/em?
Doskonałym rozwiązaniem jest przestać się martwić. Jeżeli nie da się czegoś naprawić, jeżeli doświadczyliśmy porażki, która nas przytłoczyła tak, że wydaje się, że nie damy rady wstać - to czy coś zdziałamy rozpamiętywaniem? Nie. Życie toczy się dalej. Porażki były, są i będą. Nie raz ktoś zada nam ból, nie raz to my będziemy ten ból zadawać. Trzeba iść dalej. Myśleć o tym, co pomoże nam osiągnąć sukces, stanąć za ileś lat przed lustrem i powiedzieć - tak, przeżyłem swoje życie tak jak chciałem, nie jestem sam, jestem szczęśliwy, daję szczęście, zrobiłem wszystko, by los potoczył się w stronę moich marzeń - i wygrałem.
I teraz mogę iść się uczyć anatomii - nikt za mnie jej nie napisze, a lamentowanie nad tym, że i tak zawalę jutrzejsze koło (bo zawalę, zmarnowałam mnóstwo czasu na zamartwianie się) nic nie pomoże. Jestem przygotowana, że może nie wyjść - teraz czas postarać się, by zminimalizować konsekwencje, z których przecież zdaję sobie sprawę.
Spokój zdecydowanie pomaga.
Wiara w siebie też.
Będzie dobrze.
W życiu zdarza się tak, że pojawia się ktoś, dosłownie na chwilę, zrobi bałagan, a później nie posprząta.
I wtedy czujemy się oszukani, skrzywdzeni, beznadziejni, słabi.
Nie widzimy wyjścia z sytuacji, pogrążamy się w smutku, żalu - dlaczego akurat ja, dlaczego on/ona to zrobił/a. Przecież był taki wspaniały, inteligentny. Na pewno nie chciał zadać nam bólu. Może coś ze mną jest nie tak? Może to ja nawaliłam/em?
Doskonałym rozwiązaniem jest przestać się martwić. Jeżeli nie da się czegoś naprawić, jeżeli doświadczyliśmy porażki, która nas przytłoczyła tak, że wydaje się, że nie damy rady wstać - to czy coś zdziałamy rozpamiętywaniem? Nie. Życie toczy się dalej. Porażki były, są i będą. Nie raz ktoś zada nam ból, nie raz to my będziemy ten ból zadawać. Trzeba iść dalej. Myśleć o tym, co pomoże nam osiągnąć sukces, stanąć za ileś lat przed lustrem i powiedzieć - tak, przeżyłem swoje życie tak jak chciałem, nie jestem sam, jestem szczęśliwy, daję szczęście, zrobiłem wszystko, by los potoczył się w stronę moich marzeń - i wygrałem.
I teraz mogę iść się uczyć anatomii - nikt za mnie jej nie napisze, a lamentowanie nad tym, że i tak zawalę jutrzejsze koło (bo zawalę, zmarnowałam mnóstwo czasu na zamartwianie się) nic nie pomoże. Jestem przygotowana, że może nie wyjść - teraz czas postarać się, by zminimalizować konsekwencje, z których przecież zdaję sobie sprawę.
Spokój zdecydowanie pomaga.
Wiara w siebie też.
Będzie dobrze.
Komentarze
Prześlij komentarz