Pierwsze koty za płoty
Otwieram oficjalnie cykl zmagań E. z tworem, przed którego imieniem drżą wszyscy tegoroczni absolwenci szkół średnich - maturą.
Pierwszy egzamin za mną (jeszcze tylko siedem!). Refleksje? Nie taki wilk straszny, jak go malują. Nastawiłam się na coś strasznego, ale kiedy otworzyłam arkusz kamień spadł mi z serca. Wzięłam długopis w rękę i przelałam na papier całą moją wiedzę, którą posiadałam. Pewnie nie wpiszę się w klucz w wielu przypadkach, ale jestem bardzo zadowolona z tego, co udało mi się stworzyć (chociaż przyznam szczerze, nie lubię tworzyć pod kontrolą i z myślą, co by tu napisać, żeby było tak, jak chce tego egzaminator).
Przygotowania były długotrwałe. No może nie do końca, bo Ktoś cały czas czuwał, bym zanadto się nie przemęczała ;). Polegały one raczej na tym, że ciągle zadręczałam się myślą jak to będzie. Nie tylko siebie zresztą zadręczałam. Całe moje najbliższe otoczenie mogło odczuć moje przejęcie, nerwowość i huśtawki nastrojów, za co najserdeczniej przepraszam. To wszak dopiero początek, zadośćuczynię (mam nadzieję) po 16.05.
Na egzamin wysłana zostałam z słowami pokrzepienia bliskich mi osób, zapewnieniami o pamięci, trzymaniu kciuków, wygrzebanym, zapomnianym krzyżykiem z bierzmowania, słonikiem od wychowawczyni na szczęście i uśmiechem (choć z początku niepewnym) na twarzy.
Weszłam, usiadłam, napisałam, wyszłam. I tak niech będzie z kolejnymi egzaminami!
PS: Ha, miałam dobre przeczucie, że będą "Ludzie bezdomni" Żeromskiego!
Wiecie co jest najcudowniejsze? Już nigdy, NIGDY nie napiszę nic pod klucz i pod ocenę :)
Pierwszy egzamin za mną (jeszcze tylko siedem!). Refleksje? Nie taki wilk straszny, jak go malują. Nastawiłam się na coś strasznego, ale kiedy otworzyłam arkusz kamień spadł mi z serca. Wzięłam długopis w rękę i przelałam na papier całą moją wiedzę, którą posiadałam. Pewnie nie wpiszę się w klucz w wielu przypadkach, ale jestem bardzo zadowolona z tego, co udało mi się stworzyć (chociaż przyznam szczerze, nie lubię tworzyć pod kontrolą i z myślą, co by tu napisać, żeby było tak, jak chce tego egzaminator).
Przygotowania były długotrwałe. No może nie do końca, bo Ktoś cały czas czuwał, bym zanadto się nie przemęczała ;). Polegały one raczej na tym, że ciągle zadręczałam się myślą jak to będzie. Nie tylko siebie zresztą zadręczałam. Całe moje najbliższe otoczenie mogło odczuć moje przejęcie, nerwowość i huśtawki nastrojów, za co najserdeczniej przepraszam. To wszak dopiero początek, zadośćuczynię (mam nadzieję) po 16.05.
Na egzamin wysłana zostałam z słowami pokrzepienia bliskich mi osób, zapewnieniami o pamięci, trzymaniu kciuków, wygrzebanym, zapomnianym krzyżykiem z bierzmowania, słonikiem od wychowawczyni na szczęście i uśmiechem (choć z początku niepewnym) na twarzy.
Weszłam, usiadłam, napisałam, wyszłam. I tak niech będzie z kolejnymi egzaminami!
PS: Ha, miałam dobre przeczucie, że będą "Ludzie bezdomni" Żeromskiego!
Wiecie co jest najcudowniejsze? Już nigdy, NIGDY nie napiszę nic pod klucz i pod ocenę :)
Komentarze
Prześlij komentarz