Z myśli niepoukładanych

Po raz kolejny wróciłam. Tym razem robię tu generalne porządki.
Co u mnie? Otóż wiele się wydarzyło.
Znów nie potrafię oddać tego, co czuję. Kolejny raz zastanawiam się nad każdym pojedynczym słowem, by móc napisać to, co naprawdę chcę z siebie wyrzucić. Litery, zgłoski, sylaby, wyrazy nie potrafią wyrazić stanu mojej duszy. Mogę powiedzieć, że czuję się dobrze, ale czy to ma jakikolwiek sens? Czy pisanie tu głupich frazesów, wykrzyknień czy pytań retorycznych nie jest chwilową zachcianką, kaprysem? Przecież i tak, po kilku kolejnych wpisach zostawię to miejsce, by wrócić za jakiś bliżej nieokreślony czas.
Czuję chaos. Niepoukładanie wszystkiego, w czym się poruszam i przebywam. Potykam się o rozrzucone wszędzie myśli, które nie chcą w żaden sposób ułożyć się w jedną całość. Serce zaciekle debatuje z rozumem, a żadne z nich nie chce ustąpić na placu boju. Właściwie nie mam pojęcia, co mam czynić, w którą stronę zmierzać, jaki kurs obrać. Pozostaje mi tylko czekać - ale czy być bierną, czekać na rozwój wypadków nie ingerując w to, co ma się wydarzyć?
Nie, za długo czekałam. Teraz to ja muszę nadać dobry kurs moim żaglom i pilnować, by statek mego życia nie zboczył ze szlaku. To ja muszę wierzyć, że moje plany i marzenia nie okażą się głupimi mrzonkami. Chcę być szczęśliwa i chcę, żeby inni dzielili ze mną to szczęście. Wiem już, że przywiązanie może przynieść cierpienie. Lecz bez tego przywiązania nie będę nikim - będę pustą, niewrażliwą istotą, której życiowym celem jest walka o przetrwanie. A chyba nie o to chodzi. Pozostaje tylko nadzieja, że udało mi się odnaleźć osobę, z którą mogę porozmawiać o wszystkim. Bez żadnych konsekwencji, bez głupiej krępacji i fałszywego słodzenia.
Odżywam. Budzę się do życia po długim letargu. Czy obudzę się do końca - nie wiem. Czas pokaże...

Komentarze

Popularne posty