Wojna
Tak bardzo chcę się stąd wyrwać. Jeszcze trzy tygodnie i, mam nadzieję, Kraków albo Poznań stoją przede mną otworem.
On włącza RM tak, że słychać zapewne na całej ulicy, ja włączam muzykę, tak że nie jestem w stanie usłyszeć własnych myśli. Nie wychyla czubka swojego nosa z domu, który obwieszony jest emblematami TV T., a my wciąż narażone jesteśmy na pośmiewisko. Wychodząc z domu rozglądam się na boki, by w miarę możliwości ustrzec się spojrzeń gapiów. I tak często stają tuż przed budynkiem i robią zdjęcia.
Właściwie to śmiać mi się chce. Czyż to nie są dziecinne zagrywki? Czy to nie jest jedna wielka farsa?
Chce wojny - będzie miał wojnę.
Miło jest usłyszeć od osób, z którymi rozmawiam - "Przeczekaj, to się na pewno zmieni" albo "Wydaje się, że ta sytuacja to węzeł gordyjski". Dziękuję za wszelkie słowa wsparcia i za te, które wcale nie wlewają otuchy w moje serce, ale, do cholery, TO SIĘ JUŻ NIGDY NIE ZMIENI. Nie, nie poradzę sobie z tym sama. Ta sytuacja sama się nie rozwiąże. Ja jej nie umiem rozwiązać. Nikt jej nie potrafi rozwiązać.
Dlatego trzeba uciekać, jak najszybciej i jak najdalej.
Wtedy wojna się skończy - kapitulacją z mojej strony.
I świętym spokojem.
PS: Musiałam się gdzieś wyżalić. Krótko, zwięźle i niekoniecznie na temat.
On włącza RM tak, że słychać zapewne na całej ulicy, ja włączam muzykę, tak że nie jestem w stanie usłyszeć własnych myśli. Nie wychyla czubka swojego nosa z domu, który obwieszony jest emblematami TV T., a my wciąż narażone jesteśmy na pośmiewisko. Wychodząc z domu rozglądam się na boki, by w miarę możliwości ustrzec się spojrzeń gapiów. I tak często stają tuż przed budynkiem i robią zdjęcia.
Właściwie to śmiać mi się chce. Czyż to nie są dziecinne zagrywki? Czy to nie jest jedna wielka farsa?
Chce wojny - będzie miał wojnę.
Miło jest usłyszeć od osób, z którymi rozmawiam - "Przeczekaj, to się na pewno zmieni" albo "Wydaje się, że ta sytuacja to węzeł gordyjski". Dziękuję za wszelkie słowa wsparcia i za te, które wcale nie wlewają otuchy w moje serce, ale, do cholery, TO SIĘ JUŻ NIGDY NIE ZMIENI. Nie, nie poradzę sobie z tym sama. Ta sytuacja sama się nie rozwiąże. Ja jej nie umiem rozwiązać. Nikt jej nie potrafi rozwiązać.
Dlatego trzeba uciekać, jak najszybciej i jak najdalej.
Wtedy wojna się skończy - kapitulacją z mojej strony.
I świętym spokojem.
PS: Musiałam się gdzieś wyżalić. Krótko, zwięźle i niekoniecznie na temat.
Komentarze
Prześlij komentarz