Wszystko i nic

Wystarczy jeden dzień kompletnego "nicnierobienia", żeby zaczęło się tak strasznie nic nie chcieć - trzeba to uczucie zwalczyć, bo zostanie mi na później, a tego chciałabym jednak uniknąć. Czas i tak szybko płynie, więc mogłabym przeleżeć do końca czerwca w łóżku zerkając od czasu do czasu do książki i nawet bym się nie obejrzała, a już będzie 29.06.
Jutro idę poznać Mikołaja. Coś mi się wydaje, że zostanie (drugim po Czesiu) mężczyzną mojego życia . Z moim pięciomiesięcznym podopiecznym spędziłam już jeden romantyczny wieczór (co prawda Czesiu postanowił jednak dać mi spokój, a ja czytałam otulona kocykiem "Władcę..." oraz rozmawiałam z T.). Jutro kolejna konfrontacja, ciekawe, czy tym razem też będzie tak spokojnie. Na razie to najprzyjemniejsza i najmniej męcząca praca, jaką mogłabym sobie wymarzyć. Jutro zdam szczegółową relację z obu spotkań .
A tymczasem cóż robi E. podczas rozpoczynającego się już trzeciego tygodnia czteromiesięcznych wakacji? Planuje i rozważa inne możliwości w razie, gdyby opcja związana z Krakowem nie byłaby możliwa do zrealizowania w tym roku. Może Poznań albo Białystok? Właściwie mogłabym już iść na te studia. Nie, nie żartuję. Dwa tygodnie wakacji w zupełności mi wystarczają. Mam potrzebę chłonięcia wiedzy, przecież medycyna to tak interesujący kierunek! Zaczęło mi się nudzić. Nie potrafię zorganizować sobie czasu, a na samodzielne dokształcanie się nie mam chyba wystarczająco silnej woli, próbuję czytać "Fizjologię człowieka" z serii Krótkie wykłady. Ale to jednak za mało, poza tym jak już wspomniałam na początku posta - zwyczajnie nie chce mi się. Tak, wiem, mam prawo odpocząć. Powinnam odpocząć. Ale mam czas - odpocznę na emeryturze (albo i nie, nie wiadomo czy dożyję, ta ustawa emerytalna to jakiś absurd).
Coraz gorzej idzie mi z wyrażaniem myśli. Chyba nie mam na kim ćwiczyć na żywo - wszyscy się porozjeżdżali, pracują, uczą się, a ja nie ćwiczę, bo czytam, nadrabiam zaległości. Ileż jeszcze przede mną!  Bardzo podoba mi się styl Dukaja, jego wywody umiejętnie wplecione w treść "Lodu" na temat, chociażby, logiki są bardzo interesujące i zmuszają mój umysł do intensywniejszego myślenia. Więcej dzisiaj na ten temat nie powiem, właśnie z powodu problemu z wyrażaniem swoich spostrzeżeń i odczuć (zresztą o wyrażaniu się jest także mowa w powieści).


I tak napisałam kolejny post o wszystkim i o niczym. Nie wiem, czy to jest dobry znak, zapewne niekoniecznie, ale mam potrzebę pisania. O czymkolwiek. Nie ważne, czy to ma jakiś sens, czy jest napisane poprawnie stylistycznie, czy też nie. Czy zawsze trzeba "ładnie" pisać?
To na razie tyle.

PS: Wspomnienia jeszcze po piątkowym koncercie, tym razem w innej aranżacji (kiedyś kupię sobie harfę, na pewno!)
http://www.youtube.com/watch?v=AGdhMbP1LsU

Komentarze

Popularne posty