Dlaczego medycyna
Czas wpleść w treść tego bloga trochę z tematu, który niebawem zawładnie prawie całym moim życiem - medycyną. Co prawda nic odkrywczego nie uda mi się nigdy napisać, ale postaram się przybliżyć tę jakże zajmującą i pasjonującą naukę Czytelnikowi. Jednocześnie będzie to okazja do tego, by zweryfikować swoją wiedzę, podsumować, utrwalić, przemyśleć. Zacznę już w wakacje, ale od rzeczy całkiem lekkich - od tego, jak to się wszystko zaczęło w moim życiu.
No więc- co sprawiło, że zdecydowałam iść na ten właśnie kierunek? Moim marzeniem, już od czasów wczesnego dzieciństwa, była weterynaria. Nic więcej mnie nie interesowało. Kochałam czytać książki przyrodnicze, najlepiej te skupiające się wokół zwierząt domowych, chodzić ze swoimi pupilami do gabinetu weterynaryjnego, zbierać broszury, ulotki dotyczące medycyny weterynaryjnej Już w gimnazjum byłam pewna, że studiować będę w Olsztynie (u nas nie było otwartego kierunku, najbliżej miałam właśnie tam), że założę swój własny gabinet, że będę miała hodowlę kotów. W liceum, podczas wykładów u p. rektora M. na pytanie: "Kto z was wybiera się na medycynę?", jako jedyna nie podniosłam ręki. Do października 2011 roku uparcie twierdziłam, że weterynaria to kierunek stworzony właśnie dla mnie i nie brałam nic innego pod uwagę.
Kiedy nastąpił przełom i co wpłynęło na zmianę moich zainteresowań?
To był czas, kiedy już od 4 miesięcy nie rozmawiałam z ojcem. Jego wpływ na moje decyzje, postępowanie znacząco zmalał. Wreszcie zaczęłam czuć, że to moje życie, moje wybory i to ja zadecyduję, kim w przyszłości będę i jak uda mi się osiągnąć swoje cele. Dodatkowo zapisałam się na kurs pierwszej pomocy, potem zaczęłam udzielać się w grupie pierwszej pomocy przedmedycznej i w głowie zrodziło się pytanie: może droga, którą mam pójść, jest troszkę inna? Zawsze chciałam pomagać, mieć kontakt z ludźmi, robić coś dla nich. Czy zawód lekarza nie jest, idealną wręcz, profesją, dzięki której można być blisko człowieka, ulżyć mu w cierpieniu, podać pomocną dłoń, otoczyć opieką? Zaczęłam więc przygotowywać się do matury intensywniej - nawet, jeżeli by się nie udało, to przecież zawsze mogę wrócić do marzeń wcześniejszych.
Ale udało się. Dostałam się do dwóch z trzech uczelni, na których brałam udział w rekrutacji.
Teraz "tylko" 6 lat żmudnych studiów, a potem co najmniej 5 lat specjalizacji i może, kto wie, w tym samym czasie 4 lata studiów doktoranckich. Nauka przez całe życie i w tym przypadku najlepiej, by odbywała się ona nie na błędach. Bo stawką jest tutaj ludzkie życie.
Odpowiedzialność.
Szczerze powiedziawszy, to teraz nie zdaję sobie kompletnie sprawy, jak to będzie od października. Na razie wszystko to mnie ciekawi, a nie przeraża, i, jeżeli wierzyć opinii ogółu, z takim nastawieniem zapewne rozczaruję się już po pierwszych zajęciach.
Nadal mam wątpliwości, czy to aby na pewno był dobry wybór z mojej strony. Postawiłam wszystko na jedną kartę, nie rekrutowałam się na inne kierunki, więc decyzję podjęłam już po napisaniu matury. Żeby służyć innym jako lekarz trzeba podjąć się wielu wyrzeczeń. Tak na prawdę, jeżeli będę chciała całkowicie oddać się medycynie, to nigdy już nie będę miała czasu tylko dla siebie. Jeżeli będę chciała osiągnąć coś na tym polu - nie będzie czasu na rodzinę, życie towarzyskie. A to może oznaczać samotność przez wiele, wiele lat .Będę musiała pracować podwójnie nad sobą - nad swoją wrażliwości, by nie umarła przedwcześnie, ale by także nie dosięgło mnie znieczulenie, obojętność.
Mimo wszystko - lubię wyzwania. I jeżeli jest ktoś, kto będzie przy mnie, będzie mi dopingował, nie zniknie mimo trudności, które będą, to wytrwam do końca. I zrobię wszystko, by w przyszłości być jak najlepszym lekarzem. A to zależy wyłącznie ode mnie.
System of a Down - Soldier Side
No więc- co sprawiło, że zdecydowałam iść na ten właśnie kierunek? Moim marzeniem, już od czasów wczesnego dzieciństwa, była weterynaria. Nic więcej mnie nie interesowało. Kochałam czytać książki przyrodnicze, najlepiej te skupiające się wokół zwierząt domowych, chodzić ze swoimi pupilami do gabinetu weterynaryjnego, zbierać broszury, ulotki dotyczące medycyny weterynaryjnej Już w gimnazjum byłam pewna, że studiować będę w Olsztynie (u nas nie było otwartego kierunku, najbliżej miałam właśnie tam), że założę swój własny gabinet, że będę miała hodowlę kotów. W liceum, podczas wykładów u p. rektora M. na pytanie: "Kto z was wybiera się na medycynę?", jako jedyna nie podniosłam ręki. Do października 2011 roku uparcie twierdziłam, że weterynaria to kierunek stworzony właśnie dla mnie i nie brałam nic innego pod uwagę.
Kiedy nastąpił przełom i co wpłynęło na zmianę moich zainteresowań?
To był czas, kiedy już od 4 miesięcy nie rozmawiałam z ojcem. Jego wpływ na moje decyzje, postępowanie znacząco zmalał. Wreszcie zaczęłam czuć, że to moje życie, moje wybory i to ja zadecyduję, kim w przyszłości będę i jak uda mi się osiągnąć swoje cele. Dodatkowo zapisałam się na kurs pierwszej pomocy, potem zaczęłam udzielać się w grupie pierwszej pomocy przedmedycznej i w głowie zrodziło się pytanie: może droga, którą mam pójść, jest troszkę inna? Zawsze chciałam pomagać, mieć kontakt z ludźmi, robić coś dla nich. Czy zawód lekarza nie jest, idealną wręcz, profesją, dzięki której można być blisko człowieka, ulżyć mu w cierpieniu, podać pomocną dłoń, otoczyć opieką? Zaczęłam więc przygotowywać się do matury intensywniej - nawet, jeżeli by się nie udało, to przecież zawsze mogę wrócić do marzeń wcześniejszych.
Ale udało się. Dostałam się do dwóch z trzech uczelni, na których brałam udział w rekrutacji.
Teraz "tylko" 6 lat żmudnych studiów, a potem co najmniej 5 lat specjalizacji i może, kto wie, w tym samym czasie 4 lata studiów doktoranckich. Nauka przez całe życie i w tym przypadku najlepiej, by odbywała się ona nie na błędach. Bo stawką jest tutaj ludzkie życie.
Odpowiedzialność.
Szczerze powiedziawszy, to teraz nie zdaję sobie kompletnie sprawy, jak to będzie od października. Na razie wszystko to mnie ciekawi, a nie przeraża, i, jeżeli wierzyć opinii ogółu, z takim nastawieniem zapewne rozczaruję się już po pierwszych zajęciach.
Nadal mam wątpliwości, czy to aby na pewno był dobry wybór z mojej strony. Postawiłam wszystko na jedną kartę, nie rekrutowałam się na inne kierunki, więc decyzję podjęłam już po napisaniu matury. Żeby służyć innym jako lekarz trzeba podjąć się wielu wyrzeczeń. Tak na prawdę, jeżeli będę chciała całkowicie oddać się medycynie, to nigdy już nie będę miała czasu tylko dla siebie. Jeżeli będę chciała osiągnąć coś na tym polu - nie będzie czasu na rodzinę, życie towarzyskie. A to może oznaczać samotność przez wiele, wiele lat .Będę musiała pracować podwójnie nad sobą - nad swoją wrażliwości, by nie umarła przedwcześnie, ale by także nie dosięgło mnie znieczulenie, obojętność.
Mimo wszystko - lubię wyzwania. I jeżeli jest ktoś, kto będzie przy mnie, będzie mi dopingował, nie zniknie mimo trudności, które będą, to wytrwam do końca. I zrobię wszystko, by w przyszłości być jak najlepszym lekarzem. A to zależy wyłącznie ode mnie.
System of a Down - Soldier Side
Komentarze
Prześlij komentarz