W jarmarcznym tłumie

Nie myślałam, że tłum ludzi może działać na mnie aż tak denerwująco. Mija już prawie tydzień mojego "wyobcowania", więc dla odmiany postanowiłam wybrać się z mamą do Gdańska na przesławny Jarmark Dominikański. Niestety, ale mocno się rozczarowałam - wszystko opływa kiczem, wszędzie masy ludzi idących przed siebie jak bydło (dosłownie), gwar, stoiska ściśnięte, krótko mówiąc - nic szczególnego. Chyba lepiej spędzić czas gdzieś na łonie natury z książką w ręku.
Dodatkowo postanowiłam przyjrzeć się bliżej miastu, w którym spędzę najbliższe sześć lat studenckiego życia. I nie wiem już, czy rzeczywiście chcę się tam przeprowadzić. Zaniedbane, brudne miasto, nie mającego właściwie swojego klimatu, cichych kawiarenek, czy zacienionych parków. Może gdyby ktoś raczył się zabrać za odświeżenie gdańskiej starówki, zadbał o to, by zabytki (piękne, lecz już sypiące się) reprezentowały godnie miasto, to rzeczywiście miło i przyjemnie można by było spędzić tam swój czas.
Na razie to wszystko mnie odtrąca, odpycha. Może to kwestia tego, że muszę się jeszcze przyzwyczaić do obecnego biegu wydarzeń i perspektywy najbliższych lat. Ale przecież i tak spędzę je na nauce, w pracy, bądź w rozjazdach, gdzieś na południu Polski, w górach, gdzieś daleko, więc miasto naprawdę nie jest ważne... Podobno im częściej się sobie powtarza daną myśl, tym większe prawdopodobieństwo, że się w nią wreszcie uwierzy.
Kolejny tydzień zakończony, jeszcze tylko cztery i na reszcie prawdziwe wakacje. I będą one takie, jakie chcę, żeby były!

PS: Ale w Oliwie to już mogłabym mieszkać :)

Jedyna piosenka Coldplaya, którą jeszcze toleruję - i którą jednocześnie uwielbiam - The Scientist


Komentarze

Popularne posty