O sztuce słuchania

Słuchaj.
Zamknij oczy, otwórz umysł. I serce. I duszę.
Świat właśnie staje się Twoim udziałem.

Wsłuchaj się w szum wiatru, bicie serca, szmer oddechu, furkot skrzydeł przelatującego ptaka, chrzęst piasku pod stopami, niknące w oddali dźwięki zakorkowanego miasta, śmiech bawiącego się dziecka.
Daj płynącym słowom odbić się o ściany twoich uszu, wniknąć do wnętrza umysłu, do splotów neuronów.
Oddychaj głęboko, wchłaniaj tony i barwy, oddziel je od otaczającej Cię rzeczywistości. One wystarczą same w sobie.
Nie pozwól uciec dźwiękom w niebyt, niech opadają delikatnie jak dłonie pianisty na klawisze fortepianu, jak jesienne liście na ławkę w parku, nieogarnięte w swoim istnieniu, a jednocześnie tak idealnie zsynchronizowane.
Czerp z nich, wysysaj sok jak z soczystego owocu, do ostatniej kropli.
Nie zamykaj się, przyjmij prawdę, którą głoszą.

Nie musisz nic mówić.
One opowiedzą za Ciebie, wyczytają z Twoich zaciśniętych warg, z przykrytych rzęsami oczu wszystko to, co chcesz wykrzyczeć.
Usłyszą nieme wołanie Twego serca, o pomoc.
Pragnienie, które wyrywa się z głębi Twojej duszy.
Ukoją i zabliźnią zakrzepnięte już rany, nie dadzą im się otworzyć na nowo.

Słuchaj.
Nie mów nic.


A to cytat z książki "Stulecie chirurgów", którą właśnie czytam. Na deser i niekoniecznie na temat dzisiejszego posta.

Tak zwany los rzadko kiedy wynagradza pracowitego znawcę, teoretyka czy marzyciela. Przeważnie nagradza tego, kto, pewny siebie, owe marzenia i teorię wprowadzają w czyn.

Komentarze

Popularne posty