Pozlotowo

No to czas na krótką relację ze zlotowych przygód.

Ostatni weekend spędziłam w Krakowie na XVI Zlocie Zuchmistrzowskim "Klechda". Było bardzo pozytywnie, mam masę pomysłów i masę wspomnień.
Chociaż nie będę udawać, że najchętniej wcale nie wracałabym stamtąd do Gdyni. Ech, czemu nie mogę tam zostać na dłużej?

Podróż do Krakowa mi, A., K., D., M., P., P. i Z. minęła bez żadnych większych przygód, lecz gdy wysiedliśmy miasto przywitało nas gorącą atmosferą - dosłownie, 35 stopni i słońce. W Krakowie początkowo wylądowaliśmy w Mc, a jakżeby inaczej. Później szybko przetransportowaliśmy się na Prusa, do szkoły, w której mieliśmy się zatrzymać, wzięliśmy prysznic, ubraliśmy się w koszulki zlotowe i czekaliśmy na dalszy ciąg wydarzeń. Wieczorem nadszedł czas na koncert u Braci Mniejszych Kapucynów, następnie warsztaty, aż wreszcie każda z par doskonale (no może nie koniecznie...) umiała tańczyć Krakowiaka. O 21:00 pokaz na Krakowskim Rynku, niezapomniane wrażenia. Sen zmorzył nas szybko, kolejny dzień spokojniejszy, zajęcia, zajęcia, zajęcia, palant i ognisko z inscenizacją oczepin! A. wyjechała, więc przejęłam obowiązki zastępcy referentki, co skutkowało tym, że kolejnego dnia nie brałam udziału w grze miejskiej, ale włóczyłam się po Starym Mieście udając zjawę z "Wesela". Nadal nie mogę się napatrzeć na Kraków, jest zbyt piękny. I ma tanie książki, jak będę tam we wrześniu, to kupię ich tyyyyyyyyyyyyyle.!Po zakończeniu zlotu siedzieliśmy jeszcze w Krakowie do 19:00. W Warszawie mieliśmy przesiadkę o 23:00, ale nasz pociąg się spóźnił, a ten, do którego mieliśmy się dosiąść uciekł nam tuż przed nosem. Skończyło się na tym, że 6 godzin spędziliśmy na Dworcu Centralnym śpiąc przy automatach.
Mimo wszystko - było cudownie. Chcę jeszcze.

Szkoda, że się nie spotkaliśmy.

Wybaczcie, nie mam weny, może później przyjdzie czas na głębsze refleksje.
Bo na razie znowu mi się nie chce.

Komentarze

Popularne posty