Oczami dziecka

Po wyczerpującym weekendzie z 280 rozkrzyczanymi zuchami czas na krótką (no może nie do końca) refleksję.
Padam. Bo było? Hm: bezsenność, marznięcie całe przedpołudnie w lesie i konieczność nagrania samodzielnie zuchowych piosenek na punkt, bo osoba ogarniająca nie mogła ich znaleźć (Komentarz kadry chodzącej z zuchami: "Ciekawe kto to śpiewa... Druhna referentka, bo chyba nie ty"), poważne rozmowy, słowotok wszystkich dziewczynek na kręgu rady, słone tęczowe ciasto, 38 szóstek, kręcenie przez trzy godziny sznurem, nutella, "E., patrz, tu jest moja skarpetka", nieudolne próby uczenia się w każdej wolnej chwili, picie soku z cytryny z uśmiechem na twarzy, nieogarnięte modlitwy i powitania dnia...
Rozpiera mnie niewypowiedziana duma z moich Kropelek (z Ciebie też, J.!, szkoda, że nie mogłaś być, K...).
I w ogóle.
No dobrze, miało być o czymś innym.

Jaki jest świat widziany z perspektywy dziecka? Każdy z nas nim był, ale mimo wszystko nie pamięta (lub nie chce pamiętać), co wtedy czuł, jakie były jego pragnienia, marzenia, co go cieszyło, a co doprowadzało do płaczu. Teraz jesteśmy przecież dorośli, więc o czym tu gadać? Mamy być wzorem dla młodszych, autorytetem, mamy przestać być dziecinni, spoważnieć, używać rozumu, przestrzegać określonych norm i zasad, wytyczać granice i ich nie przekraczać. Marzyć tylko o rzeczach pożytecznych i realnych.
Postrzeganie świata jako osoba dojrzała jest strasznie trudne. Nie ma w tym nic z prostolinijności dziecka, przyjmowaniu faktów takich, jakimi one są, wyobrażania sobie rzeczy (z naszego punktu widzenia) niemożliwych, szczerość boli, a  wyznawanie uczuć jest obnażaniem duszy, narusza intymną sferę osobowości człowieka.
Dziecko mówi to, co myśli. Obserwuje, powtarza, to co robisz (nie ważne, czy jest to dobre, czy wręcz przeciwnie), stale się uczy. Kiedy uważa, że ładne są twoje włosy, uśmiech, nie omieszka cię o tym poinformować, tak jak w przypadku, gdy twoje spodnie w ogóle nie pasują do twojej bluzki albo gdy pomalujesz się delikatnie do munduru ("Druhna przecież mówiła, że nie wolno!"). Przytuli się zawsze wtedy, gdy tego potrzebuje. Podbiegnie do ciebie i pocieszy, gdy widzi, że jesteś smutny. Dostrzega w tobie ideał, bacznie obserwuje każdy twój ruch, jest spostrzegawcze, cieszy się z twojego sukcesu, smuci się z odniesionej przez ciebie porażki. Nie ucieka przed wyznawaniem uczuć, nie wstrzymuje się z niezręcznymi (jak na rozumowanie człowieka dorosłego) pytaniami: "E., zostaniesz moją przybraną mamą?", "Jasne, ty nie piszesz z żadnym kolegą ani koleżanką, ale z chłopakiem! To kiedy bierzecie ślub ?" (ustaliły mi już nawet termin na 13.09.2013r.), "E. śniłaś mi się z jakimś chłopakiem pod prysznicem!", "To ty masz 18 lat?! Nie wiedziałam, że jesteś taka stara!". Łatwo na nie wpłynąć, zmienić ich zdanie, sposób myślenia. Z upartej dziewczynki obiecującej, że nigdzie na 10 dni bez mamy nie pojedzie, w ciągu jednej doby może zrobić się przykładna, pełna zapału osóbka, która niczego ani nikogo się nie boi. Nawet ciemności.
Wyobraźnia. U dziecka nie ma nic niemożliwego. Tak de facto nie ma cudów, bo wszystko jest naturalne, prawdziwe i nie ma nic w tym dziwnego. Z rzeczywistego świata można bez problemu wejść do krainy baśni, zabierając ze sobą swoich przyjaciół i wszystko to, co jest cenne. Byleby nie być samemu. Towarzyszy temu niesamowita radość, a gdy powierzona misja zostanie wykonana - nieograniczone spełnienie i zadowolenie, które wspomina się tygodniami, miesiącami - "Druhnooo, a będziemy teraz znowu ratować Aslana, tak jak na zimowisku, niech on do nas jeszcze przyjdzie!".
Dziecko nigdy nie przyjmie postawy św. Tomasza - "Jeżeli na rękach Jego nie zobaczę śladu gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ, i nie włożę ręki mojej do boku Jego, nie uwierzę.". Jeżeli ufa (a zazwyczaj robi to bezgranicznie), uwierzy. Nie potrzebuje dowodów. Ono wie, że jest tak a nie inaczej, bo ty tak mówisz. A ty przecież się nie mylisz.
Warto zachować w sobie cząstkę dziecka. Wtedy wszystko jest prostsze, szczęście przychodzi o wiele częściej, porażki nie zabierają radości - bo przecież można wstać, po raz kolejny. Odkrywać dalej to, co jest niepoznane. Cieszyć się z darów, które otrzymujemy. Każdego dnia. Przede wszystkim z przyjaźni i daru, jakim jest drugi człowiek. Nie trzeba wcale do tego używać zmysłów - po to właśnie jest wyobraźnia, by ogarnąć umysłem to, co nie jest do opisania żadnymi słowami.

Komentarze

Popularne posty