Peleryna niewidka

13
Chciałabym się schować. Uciec, przykryć się niewidzialną peleryną, albo wypić magiczny napój, który sprawi, że stanę się niewidoczna dla zwykłych śmiertelników. Zagłuszam swoje myśli muzyką, udaję, że nie słyszę tego, co dzieje się na dole. Wchodząc do domu przemykam się niepostrzeżenie do swojego pokoju, by tam wreszcie poczuć się względnie bezpiecznie.
Nie chcę mieć już z nim nic wspólnego.
To straszne, wiem. Ale ja już dłużej nie potrafię.
Nie wiem, czy kiedykolwiek odważę się z nim rozmawiać. Chyba już przekroczyliśmy granicę i nie da się wrócić do stanu przed. Nie wiem, czy jestem na tyle silna, by przebaczyć. Za dużo już wycierpiałyśmy. Nie możemy pozwolić na to, by nadal bezkarnie nas krzywdzono.
Tylko co możemy na to poradzić?
No właśnie, chyba nic.
Ale to się niedługo już skończy.
Chyba ostatnio za dużo o tym mówię. Ale to minie. Jak zresztą wszystko złe. Po nocy nadchodzi przecież dzień. Światło ma większą moc niż cień.

Chyba zbyt osobiste przemyślenia zaczynam tu przelewać. Przestałam już całkiem pisać papierową formę pamiętnika, to pewnie dlatego, wybacz Czytelniku moje żale. Postaram się tworzyć coś bardziej konstruktywnego.
Ale to po maturze.
To ostatnio jedyny punkt w czasie, do którego się odnoszę.


PS: Myslovitz bez Rojka to nie Myslovitz. Kropka.
W deszczu maleńkich żółtych kwiatów

Komentarze

Popularne posty